30
sie
09

Ciastek i kawy!

Punkt kulminacyjny wyprawy juz minal i ciagle oswajamy sie z tym, czego doswiadczylismy w dzungli. Potrzebujemy jeszcze troche czasu, ale sa takie chwile, ktore byly mile i nie mialy nic wspolnego z czajacymi sie pod woda krokodylami. Odkrylismy nowe smaki (w tym herbaty slodzonej cennymi cukierkami, Maniocze po jej wypiciu zwymiotowal), nauczylismy sie lowic ryby za pomoca zylki i haczyka, w czym Krzysku okazal sie mistrzem - dwie zlowil za grzbiet wzbudzajac podziw nawet u Indian. Udalo nam sie zaprzyjaznic z trzema dziewczynami z sasiedztwa - plywalismy razem na ryby, potem je czyscilismy, jedlismy, spiewalismy – kazdy po swojemu (furore zrobily polskie koledy w mym wykonaniu). Jednak bliskosc osiagnela apogeum, gdy iskaly mnie z wszy na centralnym placu wioski. Jednym slowem – bylo i milo. Raz na rybach zaczepil sie nam haczyk o jakies podwodne chaszcze i sprytna lokalna dziewuszka w ubraniu zanurkowala w brunatna rzeke ratujac cenny osprzet wedkarski. Nowe kolezanki byly mi tez chetne do pomocy przy praniu, ktore mnozylo sie w sposob niemilosierny przez okrutne warunki klimatyczne, powodujace wzmozone wydzielanie potu.

Takich chwil, ktore szczegolnie zapadly nam w pamiec bylo wiele. Pamietam, jak ciocia Patrycja w Ayushacku przyniosla nam po polowce pysznej, dojrzalej, soczystej papai z wbita w srodek lyzka. Wyobrazcie sobie, ze od 3 tygodni nie opuszcza Was uczucie glodu, a tu nagle jak u babci na wakacjach, czyli totalne przejedzenie.

Innym razem, gdy Krzysku niefortunnie wbil sobie rybi kolec w palec, dziewczeta napredce zrobily mu oklad z rybich flakow (podobno pomaga tez przygryzienie ogona), a lowiacy nieopodal chlopcy, chyba z litosci, obdaraowali nas 4 dorodnymi sztukami.

Im bardziej patrzymy na wyprawe do Indian z dystansu, tym bardziej doceniamy wartosc tego doswiadczenia.

Po przygodach w dzungli nie mamy ochoty na przygody:-). Chcemy ciastek i kawy, wiec jedziemy do Arequipy, czyli do bialego miasta Peru, otoczonego przez wulkany. Jest slicznie. Ciastka sa dobre, jest czysto, w hotelu kablowka. Trwa fiesta, wybieramy sie wiec na festiwal tancow ludowych, niby to krajow Ameryki Poludniowej, ale jest tez polski akcent (2 zespoly z naszymi narodowymi tancami). W porownaniu z powalajacym na kolana tangiem argentynskim, ktorego zadni uczestnicy Tanca z gwiazdami nie sa w stanie skutecznie zaimitowac, wypadamy troszke blado (brak pazura).

Poza tym miasto i okolice slyna z pikantnego zarcia (slynne rocotto relleno, czyli papryczki nadziewane miesem, warzywami i lokalnym serem). Dla mnie za ostre. No i najpiekniejszy targ jaki do tej pory widzielismy – z sokami, suszonymi zwierzetami do przyzywania duchow i uprawiania czarnej magii i zapachem ziol na stoiskach miesnych. Czy to jest jeszcze Peru?

W miedzyczasie doswiadczamy bogatych objawow soroche, czyli choroby wysokosciowej. Bola nas glowy, kreci sie nam we lbach, nie mozemy oddychac, z nosa cieknie krew (na tych wysokosciach pekaja naczynka krwionosne, bo to juz prawie 4000 m npm).

Festidanza:

_MG_8328

 

_MG_8420

 

_MG_8454

 

_MG_8507

 

_MG_8578

 

_MG_8609

 

_MG_8677


3 Odpowiedzi do “Ciastek i kawy!”


  1. 1 Joana.
    Sierpień 31, 2009 o 9:01 am

    BJ o Wasze foty zgłaszam zapotrzebowanie, dawajcie tu jakie.
    Bo przecież tęsknota jest OOOOOOGROMNA !
    Serdeczności. J i mały Mati.

  2. 2 Cz, R J
    Sierpień 31, 2009 o 10:38 am

    No i my sie przylaczamy by zobaczyc mniej zwlaszcza “obywatelki” bo i z czego to mniej?

  3. 3 Karolina
    Wrzesień 9, 2009 o 4:19 pm

    No niezle szalejecie! :D
    Pozdrawiam z deszczowego Dublin,

    Besos


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.