Juz prawie miesiac w Europie, co niby taka poukladana jest. Powrocilismy. Cali i chyba zdrowi. Planowo i zaczynamy dzialac coraz sprawniej.
Sa tez przykre informacje, gdyz Krzysku utracil swoj sprzet fotograficzny, ktory to zostal skradziony nie wiadomo jak i gdzie, w kazdym razie na trasie Ica-Lima w autokarze przedsiebiorstwa Flores. Siedzielismy sobie cichutko ogladajac filmy z Denzelem Washingtonem, podczas gdy plecak wraz ze sprzetem spoczywal jak zwykle na gornej polce. Tlok w autobusie stwarzali sprzedawcy orzeszkow i prazonego tluszczu, ktorzy to swe produkty wieszaja na skraju polek. I przesuwaja, chyba wraz z bagazami pasazerow. I tak tez zostal oprozniony Krzyskowy plecak (2 aparaty plus obiektywy). I lzy w oczach, gdy doszlo do odkrycia.
Udalo sie nam uzyskac od przedsiebiorstwa przewozowego Flores liste pasazerow (poziom adrenaliny kazal mi do pani za biurkiem mowic po polsku), z ktora udalismy sie na pobliski posterunek policji. Tam zostalismy wprowadzeni do ogolnego pomieszczenia przesluchan, gdzie mielismy szanse uslyszec zeznania zakutego zlodzieja z bardziej hardkorowa wersja lima pod okiem. Gdy juz nadeszla nasza kolej, pan policjant wpisal zeznania do zeszytu formatu A4 i poinformowal nas, ze listy pasazerow weryfikowac nie bedzie, gdyz wielce prawdopodobne jest, jakoby falszywe dane zostaly podane.
To samo zeznanie zlozylismy tez na policji turystycznej, ktora podeszla troche profesjonalniej do calej sprawy i Krzysku otrzymal kopie zeznan (do ubezpieczenia) i porade, gdzie paserzy dokonuja dystrybucji kradzionego sprzetu. Spedzilismy tam caly dzien i dzika piana kapala nam z pyskow, gdzyz sprzedaz kradzionych aparatow i teleobiektywow jest na porzadku dziennym. Maniocze wykorzystal swoj spryt i jest teraz w posiadaniu jednego z ukradzionych aparatow. Jak do tego doszlo? A, to juz material na film sensacyjny…
Pozegnalismy Lime podreczna piersioweczka peruwianskiego rumu i rano wraz z bagazami, w tym strzalami, lukiem i 3 dzidami zapakowanymi w czarna rure o wysokosci prawie 2 m. Na lotnisku nie bylo zadnej kompetentnej osoby, ktora moglaby nam udzielic informacji, czy piora na strzalach lub drewno, z ktorego wykonana jest owa artesania nie pociagna za soba jakiegos aresztowania tudziez kary pienieznej. Wiec nadalismy bagaz, wlezlismy do samolotu i poczelismy czekac na kolejna przygode, ktora nastapila podczas miedzyladowania w Caracas. Mianowicie tuz przed odprawa z glosnikow dal sie slyszec glos wzywajacy Maniocze do stawienia sie jak najpredzej w niewiadomym celu. Odizolowano go od reszty pasazerow i kazano czekac na szczegolowa kontrole bagazu. Czyzby orle piora mialy zaprowadzic go do wiezienia? A moze ktos do niezabezpieczonego klodka ni zewnetrzna torba plecaka wrzucil kokaine?
Kilku olbrzymich panow i panie celniczki przejely Krzysztofa M. i wprowadzily go pod lotnisko, gdzie rozbebeszyli wspolnie misternie zapakowany plecak. Podejrzenie wzbudzila butelka wypelniona nene, czyli indianska tabaka. Wykonano testy na zakazane substancje, poprzekluwano torebki z kawa i herbata i po 40 minutach wypuszczono spoconego jak szczura podejrzanego na wolnosc.
Reszta podrozy uplynela spokojnie i milo (filmy i drinki). Irlandia przywitala nas widmem bezrobocia i pierogami ulepionymi przez Agnieszke – siostre Maniochy.
Teraz wrocilismy juz do normalnosci. I snimy o kolejnej wyprawie rzecz jasna.

Jakże miło było BJ zobaczyć!
Dwie rączki, dwie nóżki – wszystko na miejscu i nie pożarte:)
Welcome Back!
Bozenko znajdz troche czasu i popisz jeszcze, bo zagladam zagladam i NIC